środa, 9 grudnia 2015

Widzę Śmierć

Bez kłębka i miłości co mi zostanie... 
Pójdziemy w labirynt pod rękę: Minotaur, ja i mój kot na szelkach.


środa, 11 listopada 2015

Dobranoc, słodki książę

Czarny był stanowczym i niepodległym kotem. Na początku niesłychanie chudym i do końca bardzo ostrożnym, a do tego - jak potem mogłam obserwować - przewidującym oraz sprytnym. Widać, że niejedno przeszedł na ulicy, a o ludziach miał zdanie dość jednoznaczne...

Pojawił późną wiosną, bez ceregieli dosadzając się do miski Pasków. Koty trochę na siebie syczały, trochę się ganiały, a w końcu dyplomatycznie nie zauważały. Ja z kolei przy nich czułam się Pan Bóg, który łaskawie i bez ocen zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. 
Dla Czarnego tak naprawdę ważne było jedno: jak najszybciej wypełnić się jak największą ilością pełnowartościowego jedzenia. Paski w kontraście do niego spożywały powoli i smakując kąski... Gdy rano mogłam obserwować stan misek, od razu wiedziałam, który wieczorem rezydował: Paski zostawiały w misce Czarnego całkiem zacną porcję, po Czarnym zostawała we wszystkich naczyniach mięsna pustka. Wiedział dobrze, że to, co dziś pełne i smaczne, jutro może być tylko wspomnieniem. Wciągał wszystko!
Z czasem sierść mu sczerniała i zaczęła błyszczeć (przedtem był brązowawy i szorstki), bo jedzenie dobre i stałe robi cuda. Widząc zaś na horyzoncie dostawcę (mnie) zaczął też cienko i błagalnie miauczeć, co zawsze zwiększa hojność sypiącej karmę ręki. Paski patrzyły na to z niesmakiem. Czarny nigdy się nie "oswoił", ale po pewnym czasie pozwalał sobie dokładać jedzenie bez nieufnego odskakiwania. Kilka razy siedział po posiłku i patrzył na mnie spod charakterystycznych niskich brwi. To niezapomniane harde spojrzenie...
Przestał się pojawiać przed ponad trzema tygodniami. Myślę, że już go nigdy nie zobaczę.
 Czasem mówię sobie, że obserwuje mnie gdzieś z krzaków, a nocą przekrada się do "swojej" miski ze specjalnie odłożoną porcją chrupków i połową saszetki. Na pewno tak jest.
Wszystkie zdjęcia wyk. w 2015 r. w Olsztynie

niedziela, 1 listopada 2015

Credo

A ja wierzę w Tęczowy Most! Szczerze i naprawdę. Wyznaję i potwierdzam. Bóg byłby niesprawiedliwy, gdyby dawał dusze tylko jednemu rodzajowi istot, a innym - pozostałym - już nie! Byłby zły, gdyby zbawiał tylko niektóre, do tego dość nędzne. Wszystkie stworzenia są równe i takie same: jeśli dusze są, mają je wszyscy. Jeśli jest Dalej, jest dla wszystkich. Wierzę mocno w Tęczowy Most i życie wieczne dla kotów, koni, ptaków, dziobaków, krów, kurczaków, ciem, ryb, krokodyli, os, bażantów, fok, lwów, jeży, jaszczurek, żab...
Pierwszolistopadowy kot z zaplecza domu za Parkiem Centralnym

środa, 23 września 2015

Modlić się za wszystkie istoty

Kot z osiedla przy ul. Elbląskiej (lipiec 2015)


Niech ten dzień pomoże mnie oraz wszystkim żyjącym istotom szybko i bez trudu osiągnąć pełne oświecenie.
Niech wszystkie istoty doświadczą szczęścia i odnajdą jego prawdziwe przyczyny.
Niech wszystkie istoty uwolnią się od cierpienia i jego prawdziwych przyczyn.
Niech żadnym istotom nie braknie wolnego od cierpienia szczęścia, wielkiej radości nirwany i wyzwolenia.
Niech wszystkie istoty ogarnie spokój i wewnętrzna równowaga, niech ich umysły pozostaną wolne od przywiązań i niechęci, wolne od obojętności.
Idealna modlitwa dla Starej Panny opętanej zwierzętami. Myślę, że jest ekumeniczna i niejako ponad podziałami, choć w ramach oswajania na język polski można zastąpić słowo "nirwana" - "wiecznością", a "oświecenie" - "zrozumieniem" lub "zbawieniem". O ile to kogoś razi. Mnie nie. 
Przepisałam ją z "Kota Dalajlamy" Daniela Michie.

czwartek, 10 września 2015

Łaciate wszystkich krajów łączcie się

Koło dawnej "Lipki" niedaleko amfiteatru - swoją drogą, Boże, jaka tam była pizza! To może być trochę denerwujące dla tych, którzy nie mogą mieć takich mitologii, bo są młodzie, że "wtedy to było mleko" albo "dawniej masło było masłem". Ale niestety, za PRL jedzenie było świetne i miało pełnię smaku, teraz to zawsze wynik dobrej obróbki i rodzaj ruletki - jest trochę zaniedbana mini uliczka z krzakami, śmietnikami, obecnie wiecznym remontem parku. A to mogłaby być świetna ulica Pokątna. Na razie jest wiele zdradzające o Podszewce rzeczywistości zaplecze Centrum Polsko-Niemieckiego, amfiteatru i przedszkola. Żyje tam kilka kotów - wyglądają ładnie, choć są nieufne, ewidentnie tylko pożywiają się dzięki życzliwości - chyba restauratorów. To jeden z nich, cudnie łaciaty.
Lato 2015; fot. AvR
Był chyba wtedy zaspany, a może bolał go grzbiet - miał otwartą niewielką ranę w okolicy łopatki. Była czerwona i dość świeża - fascynująco szokująca. Kto tak naprawdę widział nieosłonięty zraniony mięsień... 
Mały, mam nadzieję, że wyzdrowiałeś.
Lato2015; fot.AvR


wtorek, 7 lipca 2015

Gołębie fruwają wysoko, wysoko, klaszcząc w skrzydła

Tak niewielu ludzi lubi gołębie uliczne - te niewielkie, pierzaste kulki o nieskomplikowanym charakterze, pojedynczej komórce mózgowej i nieprzebranych możliwościach trawiennych wszystkiego, co przypomina chleb lub ziarno. Nazywają je m.in. "miejskimi szczurami", albo i jeszcze gorzej. Boże mój, a skąd one się wzięły na ulicach miast? - czyżby nie wypuścił kiedyś jakiegoś stada, jednego, drugiego, trzeciego, jakiś głupi człowiek? Czyżby nie wyhodował ich kiedyś jakiś człowiek? Czyżby nie przyzwyczaił do życia w mieście jakiś człowiek? Są ostatnie w łańcuchu istot miejskich - pierwsze giną pod kołami aut czy podczas wybuchów fajerwerków, odpadają im łapki w mrozy i często umierają sparszywiałe pod nogami ludzi na chodnikach. A to przecież czujące życie.
Lubię gołębie. Mają bajecznie fantazyjne upierzenie i zabawnie wytrzeszczone oczy. Mają czerwone nóżki i rozkoszne, całoroczne tańce godowe - nadymające się samce obracające w kółko i drepczące przed nimi kokieteryjnie samiczki. Bóg jest gołębiem.
Jakiś tydzień temu z gniazda umieszczonego (zwyczajowo) niedbale nad wykuszem okna wypadł młody gołąb. Leżał na plecach z odchylonym do tyłu łebkiem, jak człowiek przygotowany do pierwszej pomocy. Najsmutniejsze jest to, że nikt go nawet nie tyle nie podniósł, co i nie odsunął. Ja go poniosłam. 

Niech śpi.

środa, 24 czerwca 2015

Martwa kawka

zazwyczaj żwawe, bystre, nieuchwytne, stadne, zaradne. Są bardzo inteligentne - i to widać. Ich śmierć jest tajemnicą. I nagle w parku przy osiedlu na Wyszyńskiego... Fruwaj, Mała, za Tęczowym Mostem.

sobota, 20 czerwca 2015

Paski


Od półtora roku żyje na naszym podwórku kot. Czyli Paski. Paski są słodkie, powolne, bardzo pieszczotliwe. Facet z sąsiedniej klatki uratował je - oraz drugiego kociaka - poprzedniej jesieni i zakamuflował w okolicach śmietnika w jakimś zaimprowizowanym miejscu. Ostatecznie uchowały się tylko Paski. Wielu ludzi podkarmia je trochę, niektórzy dość regularnie, inni mniej. Są taką - niestety dość symboliczną (bo tylu jest z kolei obojętnych)  - podwórkową maskotką. Jakie to dziwne, że nikt ich nie wziął, kiedy jeszcze były małe. Miałam na to wielką ochotę, ale pospieszyłam się i miałam już kota. A teraz już i tak byłoby za późno - Paski wychowane na podwórku nie zniosłyby zamknięcia w mieszkaniu. 
Schodzę do nich rano, jeszcze przed piątą. Jest lato, więc to sama przyjemność. Powietrze jest rozkosznie pachnące i rześkie, panuje cisza, bo nawet dostawczaki i śmieciarki jeszcze nie jeżdżą. I tylko ptaki śpiewają. Czuję się tak, jakbym była sama na świecie, i tylko ze mną Paski biegnące do miski! To moja jedna z ulubionych minut dnia...

wtorek, 16 czerwca 2015

Portrety Bezimiennych

Lubię robić zdjęcia zwierzętom. Zwłaszcza tym bez właścicieli. Przemijają bez wizerunków, bez tego, co trwałe. Chociaż co my właściwie wiemy o zwierzętach, ich świadomości i kulturze (bo nie oszukujmy się, to, ze czegoś nie dostrzegamy, nie znaczy, że tego nie ma...). Tak czy owak, ja - typowy człowiek, zakochany w swoim odbiciu, nieśmiertelności swej duszy, wadze duszy, utrwalam na zdjęciach pyszczki i sylwetki mijany zwierząt Żeby nie przeminęły bez śladu.
Na czarne koty mówię "kombinezoniki" - tak więc Młody Kombinezonik z ulicy Niepodległości. Taki chudy...

Boże Kotów, niech go ktoś karmi...

czwartek, 7 maja 2015

Religia wszystkich istot

Nie wierzę w Boga osobowego. Jak ktoś wmawiający innym wizję Boga osobowego mógł nie zauważyć, że byłby On jednocześnie Bogiem ograniczonym?... Czymś innym - o wiele bardziej uniwersalnym - jest Bóg wszystkich istot. Gdybym mogła, stworzyłabym więc Religię Wszystkich Istot, Kościół Żyjących, czy jak tam. A kult nie polegałby na postawieniu zwierząt na postumentach, budowaniu świątyń w kształcie ślimaków i śpiewaniu pieśni ekologicznych, tylko na czynach. Pomocy bezdomnym i źle traktowanym zwierzętom, życiu zgodne ze świadomością ekologiczną, dbałość Ziemię - tę w najbliższej, codziennej wersji - czyli segregacja śmieci, jakieś zbiórki w stylu czynów społecznych ze wspólnotowym sprzątaniem terenu, no i oczywiście wegetarianizm.
Cornelis van Haarlem The Fall of Man