Od półtora roku żyje na naszym podwórku kot. Czyli Paski. Paski są słodkie, powolne, bardzo pieszczotliwe. Facet z sąsiedniej klatki uratował je - oraz drugiego kociaka - poprzedniej jesieni i zakamuflował w okolicach śmietnika w jakimś zaimprowizowanym miejscu. Ostatecznie uchowały się tylko Paski. Wielu ludzi podkarmia je trochę, niektórzy dość regularnie, inni mniej. Są taką - niestety dość symboliczną (bo tylu jest z kolei obojętnych) - podwórkową maskotką. Jakie to dziwne, że nikt ich nie wziął, kiedy jeszcze były małe. Miałam na to wielką ochotę, ale pospieszyłam się i miałam już kota. A teraz już i tak byłoby za późno - Paski wychowane na podwórku nie zniosłyby zamknięcia w mieszkaniu.
Schodzę do nich rano, jeszcze przed piątą. Jest lato, więc to sama przyjemność. Powietrze jest rozkosznie pachnące i rześkie, panuje cisza, bo nawet dostawczaki i śmieciarki jeszcze nie jeżdżą. I tylko ptaki śpiewają. Czuję się tak, jakbym była sama na świecie, i tylko ze mną Paski biegnące do miski! To moja jedna z ulubionych minut dnia...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz