środa, 11 listopada 2015

Dobranoc, słodki książę

Czarny był stanowczym i niepodległym kotem. Na początku niesłychanie chudym i do końca bardzo ostrożnym, a do tego - jak potem mogłam obserwować - przewidującym oraz sprytnym. Widać, że niejedno przeszedł na ulicy, a o ludziach miał zdanie dość jednoznaczne...

Pojawił późną wiosną, bez ceregieli dosadzając się do miski Pasków. Koty trochę na siebie syczały, trochę się ganiały, a w końcu dyplomatycznie nie zauważały. Ja z kolei przy nich czułam się Pan Bóg, który łaskawie i bez ocen zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. 
Dla Czarnego tak naprawdę ważne było jedno: jak najszybciej wypełnić się jak największą ilością pełnowartościowego jedzenia. Paski w kontraście do niego spożywały powoli i smakując kąski... Gdy rano mogłam obserwować stan misek, od razu wiedziałam, który wieczorem rezydował: Paski zostawiały w misce Czarnego całkiem zacną porcję, po Czarnym zostawała we wszystkich naczyniach mięsna pustka. Wiedział dobrze, że to, co dziś pełne i smaczne, jutro może być tylko wspomnieniem. Wciągał wszystko!
Z czasem sierść mu sczerniała i zaczęła błyszczeć (przedtem był brązowawy i szorstki), bo jedzenie dobre i stałe robi cuda. Widząc zaś na horyzoncie dostawcę (mnie) zaczął też cienko i błagalnie miauczeć, co zawsze zwiększa hojność sypiącej karmę ręki. Paski patrzyły na to z niesmakiem. Czarny nigdy się nie "oswoił", ale po pewnym czasie pozwalał sobie dokładać jedzenie bez nieufnego odskakiwania. Kilka razy siedział po posiłku i patrzył na mnie spod charakterystycznych niskich brwi. To niezapomniane harde spojrzenie...
Przestał się pojawiać przed ponad trzema tygodniami. Myślę, że już go nigdy nie zobaczę.
 Czasem mówię sobie, że obserwuje mnie gdzieś z krzaków, a nocą przekrada się do "swojej" miski ze specjalnie odłożoną porcją chrupków i połową saszetki. Na pewno tak jest.
Wszystkie zdjęcia wyk. w 2015 r. w Olsztynie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz