poniedziałek, 9 maja 2016

Mesjasz zwierząt



Początek Ewangelii Zwierząt

Ciemnica w katedrze
Zbawca Anna rzekł:
Oto otrzymałam sen. Stanął przede mną Bóg, i powiedział:
- Dziecko, jak ci się zdaje – czy ktoś wreszcie zostanie zbawicielem wszystkim zwierzętom?
- Myślę, że jeśli zechcesz, tak się stanie, Wielki i Inny Boże.
- Dziecko, a czy ty zgodzisz wziąć to zadanie?
- Z radością, gdyż wiele czasu poświęciłam, rozmyślając, co mogę zrobić, aby wszystkie zwierzęta uwolnić od ludzkiego bólu, dać im szczęście oraz Twoje życie wieczne.
- To ostatnie już mają. Do tego nie wiesz, co mówisz, gdyż zbawienie nigdy nie jest radością dla zbawiającego.
- I tak chcę to zrobić, Wielki i Inny Boże.
- Musisz odwrócić się od wszystkich ludzi. Musisz oddać ich mi na zawsze i pozbyć się ich ze swojego życia. Musisz ich w sobie zamienić na te, które chcesz zbawić, i które odtąd będą wszystkim, co posiadasz. I nic więcej prócz nich nigdy nie posiądziesz.
- Niech się tak stanie.
I ujrzałam wielką rzeszę ludzi, uśmiechniętych i smutnych, spokojnych i rozgniewanych, młodych i starych, znanych i nieznanych. I odwróciłam się od nich bez trudu i zmagania wewnętrznego, gdyż byli mi obcy i nie pragnęłam mieć o nich żadnego starania.
Wtedy zobaczyłam wszystkich, których spotkałam w swoim życiu – miłych i obmierzłych, namiętnych i obojętnych. I odwróciłam się od nich, choć serce mnie zakłuło na widok tych, z którymi się wychowałam.
I wtedy ujrzałam tego, którego mocno kocham, tę, która mnie urodziła, oraz tych, którzy uczynili mi w życiu tylko i największe dobro. I wtedy krzyknęłam:
- Wielki i Inny Boże, oddam ci na zawsze i tych, którzy są najdrożsi memu sercu, choć wiem, że nie ujrzę ich już nigdy więcej, nawet w Tobie w Twojej wieczności!
I ujrzałam na twarzy tego, którego kocham, wielki ból, na twarzy tej, która mnie urodziła, wielki smutek, a na twarzach tych, którzy uczynili mi tylko i największe dobro, wielkie rozczarowanie. I zamknęłam oczy, i odwróciłam się od nich ku tym, których chciałam zbawić ode złego. Ujrzałam wąskie źrenice i oczy zupełnie czarne, płetwy, rozwidlone języki, żuwaczki, niezliczone odnóża, dzioby, lotki, szpony, chitynowe pancerze, pierścienie, okrywy, sierść i łuski. Ujrzałam tych, których zjadałam lub których zjadali moi towarzysze. Tych, którzy ciągnęli nasze wozy, oddawali nam futra i skóry, i którzy ginęli pod kołami naszych pojazdów. Tych, których biliśmy i poniżaliśmy, których gotowaliśmy żywcem i rozdeptywaliśmy dla zabawy, których gazowaliśmy i oblewaliśmy żrącymi substancjami, których wysyłaliśmy w przestrzeń kosmiczną, których dla rozrywki wyjmowaliśmy z życiodajnych miejsc na śmierć, który rozrywaliśmy i obdzieraliśmy ze skóry, z których spuszczaliśmy krew i którym wyrywaliśmy odnóża, których zamykaliśmy w ciasnym pudłach, i których na zawsze wydawaliśmy na tęsknotę za miejscami urodzenia i bliskimi. Ujrzałam te, które były dla nas wszystkim, a które mieliśmy za nic. Patrzyły na mnie jak na Obcego, a ja nie mogłam im powiedzieć nic.
- Hej, dziecko, czy wiesz, co się teraz stanie?
- Tak, Wielki i Inny Boże, teraz wszystkie mnie pożrą.
I tak się stało.
Gdy obudziłam się, za oknem była całkowita cisza. Dokonało się, a ja poczułam szczęście i wielki smutek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz