Początek Ewangelii Zwierząt
![]() |
| Ciemnica w katedrze |
Zbawca Anna rzekł:
Oto otrzymałam sen. Stanął przede
mną Bóg, i powiedział:
- Dziecko, jak ci się zdaje – czy
ktoś wreszcie zostanie zbawicielem wszystkim zwierzętom?
- Myślę, że jeśli zechcesz, tak
się stanie, Wielki i Inny Boże.
- Dziecko, a czy ty zgodzisz
wziąć to zadanie?
- Z radością, gdyż wiele czasu
poświęciłam, rozmyślając, co mogę zrobić, aby wszystkie zwierzęta uwolnić od
ludzkiego bólu, dać im szczęście oraz Twoje życie wieczne.
- To ostatnie już mają. Do tego
nie wiesz, co mówisz, gdyż zbawienie nigdy nie jest radością dla zbawiającego.
- I tak chcę to zrobić, Wielki i
Inny Boże.
- Musisz odwrócić się od
wszystkich ludzi. Musisz oddać ich mi na zawsze i pozbyć się ich ze swojego
życia. Musisz ich w sobie zamienić na te, które chcesz zbawić, i które odtąd
będą wszystkim, co posiadasz. I nic więcej prócz nich nigdy nie posiądziesz.
- Niech się tak stanie.
I ujrzałam wielką rzeszę ludzi,
uśmiechniętych i smutnych, spokojnych i rozgniewanych, młodych i starych,
znanych i nieznanych. I odwróciłam się od nich bez trudu i zmagania
wewnętrznego, gdyż byli mi obcy i nie pragnęłam mieć o nich żadnego starania.
Wtedy zobaczyłam wszystkich,
których spotkałam w swoim życiu – miłych i obmierzłych, namiętnych i
obojętnych. I odwróciłam się od nich, choć serce mnie zakłuło na widok tych, z
którymi się wychowałam.
I wtedy ujrzałam tego, którego
mocno kocham, tę, która mnie urodziła, oraz tych, którzy uczynili mi w życiu
tylko i największe dobro. I wtedy krzyknęłam:
- Wielki i Inny Boże, oddam ci na
zawsze i tych, którzy są najdrożsi memu sercu, choć wiem, że nie ujrzę ich już
nigdy więcej, nawet w Tobie w Twojej wieczności!
I ujrzałam na twarzy tego,
którego kocham, wielki ból, na twarzy tej, która mnie urodziła, wielki smutek,
a na twarzach tych, którzy uczynili mi tylko i największe dobro, wielkie
rozczarowanie. I zamknęłam oczy, i odwróciłam się od nich ku tym, których
chciałam zbawić ode złego. Ujrzałam wąskie źrenice i oczy zupełnie czarne,
płetwy, rozwidlone języki, żuwaczki, niezliczone odnóża, dzioby, lotki, szpony,
chitynowe pancerze, pierścienie, okrywy, sierść i łuski. Ujrzałam tych, których
zjadałam lub których zjadali moi towarzysze. Tych, którzy ciągnęli nasze wozy, oddawali
nam futra i skóry, i którzy ginęli pod kołami naszych pojazdów. Tych, których
biliśmy i poniżaliśmy, których gotowaliśmy żywcem i rozdeptywaliśmy dla zabawy,
których gazowaliśmy i oblewaliśmy żrącymi substancjami, których wysyłaliśmy w
przestrzeń kosmiczną, których dla rozrywki wyjmowaliśmy z życiodajnych miejsc
na śmierć, który rozrywaliśmy i obdzieraliśmy ze skóry, z których spuszczaliśmy
krew i którym wyrywaliśmy odnóża, których zamykaliśmy w ciasnym pudłach, i
których na zawsze wydawaliśmy na tęsknotę za miejscami urodzenia i bliskimi.
Ujrzałam te, które były dla nas wszystkim, a które mieliśmy za nic. Patrzyły na
mnie jak na Obcego, a ja nie mogłam im powiedzieć nic.
- Hej, dziecko, czy wiesz, co się
teraz stanie?
- Tak, Wielki i Inny Boże, teraz
wszystkie mnie pożrą.
I tak się stało.
Gdy obudziłam się, za oknem była
całkowita cisza. Dokonało się, a ja poczułam szczęście i wielki smutek.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz